Dzisiaj mija miesiąc – woreczek żółciowy

Dzisiaj mija miesiąc od kiedy przeszłam operację usunięcia woreczka żółciowego i wszystko jest ok.

Chciałabym tym postem może chociaż troszkę zmniejszyć przerażenie osób, które powinny wybrać się na ten zabieg. Czemu, bo sama niecałe pół roku temu, gdy miałam jeden z silniejszych ataków powiedziałam, że na operację nie pójdę, ba lekarza zabroniłam wezwać oraz sama szukałam w internecie informacji jak to wygląda, co i kiedy i nie znalazłam nic …

A zaczęło się wszystko od ataków bólu poniżej mostka, idącego w stronę barków i zwijania się w związku z tym z bólu. Potem było picie hektolitrami mocno ciepłej wody, aż doszłam do takiego etapu, że ból potrafił przejść w ciągu 30-35 minut. Pomagało chodzenie, miarowe spokojne i takie też oddychanie, do tego pita ciepła woda, tabletka Spasmoliny i przechodziło. A potem brane leki prawie codziennie, żeby nie daj boże nie zabolało i paranoja z każdym kęsem, że może zaboleć. A i dwa razy wzywałam pogotowie myśląc że to już koniec.

Aż w końcu powiedziałam dość i udałam się do Szpitala Zakonu Bonifratów w Krakowie, gdzie po przejściu pierwszej konsultacji, dostałam termin drugiej konsultacji oraz termin zabiegu. Tak, zabiegu wszystko odbyło się laparoskopowo. Na tydzień przed zabiegiem miałam badania krwi i jakieś inne, potem kwalifikację do zabiegu.

Do szpitala przyszłam w niedzielę o 14, w poniedziałek ok. 12 zostałam zawieziona na salę przed operacyjną, tam dostałam kroplówkę, z jakimś miłym środkiem, który pozwolił mi nie myśleć, że chcę stamtąd uciec ( mam klaustrofobię ) potem sala operacyjna, szybkie dozowanie narkozy i zdążyłam z panem doktorem wymienić dokładnie dwa zdania i odpłynęłam. Wybudziłam się już na sali pooperacyjnej z bolącym brzuchem i ogromną ochotą na sen, co uskuteczniałam przez kolejne 12 godzin, w między czasie dostając leki przeciwbólowe.

Po 12 godzinach pani pielęgniarka pomogła mi stanąć na nogi.. kurs to WC i kurs do łóżka, potem nad ranem powolne wstawanie, próba samodzielnego chodzenia i o 11 do domu do własnego łóżka. Pierwszy dzień przeleżałam, drugi już chodziłam, a trzeci z lekkim bólem brzucha ale nie aż tak strasznym zabrałam się za obiad i wdrażałam się w czynności domowe. Dwa tygodnie spędziłam w domu, mimo tego, że najchętniej po pierwszym tygodniu wróciłabym do pracy.

A dzisiaj mija miesiąc, ani raz nie zabolało mnie nic, staram się jeść zgodnie z dietą lekkostrawną ( co nie zawsze się udaje i do czego się przyznaję ). Dietę trzeba stosować minimum 3 tygodnie.  Nie schudłam, nie utyłam jeszcze bardziej.

Ale uważam że to był naprawdę dobry ruch, pozbyłam się kamieni który powodowały straszny ból.

Wszystkim naprawdę polecam zabieg, bo po jaką cholerę się męczyć ?

( ps. napisałam to, bo kilkanaście osób już mnie pytało w emailach jak było, czy boli, czy na pewno to zrobić .. stąd ten post ).

11 myśli na temat “Dzisiaj mija miesiąc – woreczek żółciowy

  1. święta racja ,najgorsze w całym zabiegu były dla mnie wymioty po narkozie ale ponoć lepiej je mieć niż nie mieć . Po usunięciu woreczka człowiek zrzuca z siebie ciężar tego okropnego bólu ,kto go nie zaznał to niech nawet nie żałuje, a gdy go zazna niech prędko biegnie do lekarza. Nic przyjemnego jak na nogach nie można ustać z jego powodu. Szczerze polecam wizyty u doktora pierwszego kontaktu ,on wypisze skierowanie na USG i wszystko jest wtedy jasne.

  2. Ula :) Mnie woreczek wycieli w tę środę :) / też laparoskopowo / w piątek wysłali do domu .
    Z dnia na dzień jest coraz lepiej :)
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Też miałam robioną operację w tym szpitalu. Nie było jednak tak kolorowo. Po zabiegu laparoskopowym doszło u mnie do krwotoku wewnętrznego i wstrząsu. Na szczęście żyję. Nikomu jednak nie polecę tego szpitala.

  4. Marta, bardzo mi przykro. Kilku moich znajomych też miało tam operację i bez komplikacji ..

    pozdrawiam

  5. Widocznie znajomi mieli więcej szczęścia i nie trafili na lekarza, który mnie operował.
    W końcu zresztą jakiś inny lekarz uratował mi też na tym stole życie.

    Tak czy siak szpitala nie polecam. Przynajmniej nie wtedy, kiedy nie mamy swojego lekarza.
    Ja operowana byłam w ramach NFZ.
    Po operacji spędziłam 3 dni na OIOM i po powrocie dosłownie nikt z lekarzy nie był uprzejmy powiedzieć co mi się stało, jak do tego doszło. Nazwisko operatora dostałam dopiero przy wypisie.
    Historię przebiegu tej operacji poznałam z dokumentacji medycznej, która liczyła sobie tylko 119 stron.

Dodaj komentarz