Ser podpuszczkowy i zima za oknem

Ser podpuszczkowy. 

Za oknem wiatr, śnieg pada co chwilę. Jedyni którzy się cieszą z takiego obrotu sprawy to moje dzieci, które jak tylko czas pozwala zakładają kombinezony i ruszają w bój na śniegu.

A ja uciekam do kuchni, żeby przygotować coś co wszyscy u mnie w domu pokochali.
A jest to  .. mleko… białe, bielusieńkie przed chwilą zakupione u Pana na placu, które zaraz przerobię na ser mój domowy.

Ser podpuszczkowy

Składniki:

  • 3 x 1,5 litra mleka
  • troszkę podpuszczki ( mam taką w proszku )
  • odrobina mleka UHT
  • i cierpliwość

Mleko przelewam do garnka 5 litrowego o grubych ściankach, podgrzewam do 35 C (mierzę dokładnie termometrem ) . Do miseczki odlewam 100 ml mleka ciepłego i do niego dolewam mleko UHT i do tego mleka dodaję podpuszczkę tak naprawdę szczyptę taką troszkę większą ( trudno mi określić jaką, bo to kwestia wprawy jak na razie dla mnie – aczkolwiek czeka na mnie podpuszczka w płynie – więc jak ją wypróbuję uzupełnię przepis ).

I mieszam tą podpuszczkę w mleku porządnie, widać jak mleko się ścina. Po czym dodaję tą mieszankę do mleka w garnku i również spokojnie mieszam przez około minutę. I zostawiam garnek na boku w kuchni, żeby mleko spokojnie się ścięło.

I jak już mleko się zetnie około 30-35 minut maksymalnie, zaglądam do niego często :). Sprawdzam czy jest takie jak wg mnie powinno być, czyli czy się przełamuje na końcu noża.

Biorę nóż z długim ostrzem i spokojnie tnę cały skrzep na mniejsze kawałki, powoli, powoli żeby nie zmieszać całości za bardzo, powoli i z każdej strony.
I po pokrojeniu zostawiam jeszcze na jakąś chwilę, żeby skrzep opadł. ( w tym miejscu ew. dodaję jakieś przyprawy teraz była to tylko sól).

Potem delikatnie przekładam je do sitka wyłożonego gazą i czekam aż opadnie ( sitko stawiam na durszlaku umieszczonym w garnku, serwatka spływa do niego )

[A i teraz się przyznam do marnotrawstwa którego wcześniej się dopuszczałam .. czyli wylewania serwatki ..jakoś nie przyszło mi do głowy, że zwierzęta domowe będą się o nią .. zabijać :). Tym razem rozlałam do misek i patrzyłam jak kocica się rzuca i chłepce do ostatniej kropli, jak psy szaleją i się przepychają w kolejce do lepszego miejsca przy misce. Od tej pory oni też coś mają z tego sera. ]

Wracając do sera, spokojnie czekam aż serwatka odpłynie z sera na sitku i uzupełniam ją cały czas nowym skrzepem wprost z garnka. Gdy cały skrzep już się znajdzie na sitku, lekko obciążam całość deską i garnkiem z wodą i zostawiam w chłodnym miejscu do obcieknięcia. Jeśli będę mieć czas, obrócę ser, jeśli nie zostaje on tak na 12 godzin co najmniej. Po tym czasie wyciągam go z sitka delikatnie, zdejmuję gazę i przyglądam mu się zawsze z czułością, czy jest krzywy, czy prosty, czy ładnie osiadł.

A potem na deskę trafia

 

już tylko nóż do ręki i delikatnie czując jak przechodzi przez ser ostrze, kroję w cienkie plastry i zaczyna się próba wyszedł ? nie wyszedł ? Wyszedł :) no to do niego plasterek pomidora własnoręcznie na słońcu suszonego

Potem przyglądam się dziurkom w serze, które powstały przez obracanie sera.

…Halo ? jest tam ktoś ? ktoś przebrnął do końca przez mój najdłuższy w życiu opis na tym blogu :)

Z takiej ilości mleka wyszło mi 60 dkg sera, który już jest tylko na zdjęciach, bo został pochłonięty przez całą rodzinę.

 

2 myśli na temat “Ser podpuszczkowy i zima za oknem

Dodaj komentarz